Architektura
ARCHITEKTURA

Jan Kubec, architekt Centrum Nauki Kopernik, opowiada o swojej architekturze

  • Komentarze

Centrum Nauki Kopernik

Centrum Nauki Kopernik – pierwszy budynek publiczny w Warszawie, który powstał tak blisko brzegu Wisły. Projekt: RAr-2 Laboratorium Architektury

Fot: Marcin Czechowicz
  • Centrum Nauki Kopernik
  • Centrum Nauki Kopernik
  • Centrum Nauki Kopernik
  • Centrum Nauki Kopernik
  • Centrum Nauki Kopernik
  • Centrum Nauki Kopernik
  • Centrum Nauki Kopernik w Warszawie
  • Centrum Nauki Kopernik
  • Centrum Nauki Kopernik Warszawa
  • Centrum Nauki Kopernik w Warszawie
  • Centrum Nauki Kopernik w Warszawie
  • Jan Kubec RAr-2 Laboratorium Architektury

Jan Kubec w rozmowie z Tomaszem Malkowskim opowiada o projektowaniu najbardziej spektakularnego budynku Warszawy ostatnich lat – Centrum Nauki Kopernik. Śląski architekt odsłania swój warsztat oraz krajobrazowe podejście. Kubec, założyciel pracowni RAr-2 Laboratorium Architektury uznawany jest za jednego z najciekawszych architektów młodego pokolenia, jego nowatorskie projekty stawiają go w pozycji outsidera polskiej architektury

Jan Kubec architekt Jan Kubec Śląski architekt (dyplom Wydziału Architektury Politechniki Śląskiej 1992, doktorat 2001), od 1998 roku prowadzi własną pracownię RAr-2 Laboratorium Architektury. Jej mottem jest architektura będąca przedłużeniem krajobrazu. W takim duchu powstały najważniejsze projekty konkursowe pracowni: wypełnienie pustek miejskich w Pradze (wyróżnienie specjalne w Europan 7), rewaloryzacja nabrzeża rzeki St. Laurent w Quebeku (II nagroda w konkursie, 2004), zagospodarowanie wzgórza Kakolanmaki w Turku w Finlandii (wyróżnienie honorowe 2004). Jan Kubec także w realizacjach jest wierny krajobrazowemu podejściu – Centrum Nauki Kopernik w Warszawie (2010) przybliża Warszawę ku Wiśle. Z kolei pierwsza realizacja pracowni RAr-2 Laboratorium Architektury – zespół sakralno-parafialny p.w. Bożego Ciała w Zabrzu-Kończycach (w budowie od 1998 roku), stanowi nowatorski pomysł kościoła powiązanego z otwartym, publicznym ogrodem.

Tomasz Malkowski: W nazwie Waszej pracowni jest Laboratorium Architektury. Aspekt eksperymentowania jest widoczny we wszystkich Waszych projektach,  także w najbardziej znanym – Centrum Nauki Kopernik w Warszawie.

Jan Kubec: Od początku chcieliśmy mocno powiązać pracę studialną, teoretyczną z praktyką. Kiedyś na wydziale architektury Politechniki Śląskiej w Gliwicach chcieliśmy w tym celu stworzyć pracownię. Moje biuro jest pokłosiem tamtych zamiarów, stąd drugi człon w nazwie – RAr-2, odnoszący się do uczelnianej katedry projektowania. Sama nazwa laboratorium, nawet jeżeli ktoś to snobistycznie odczytuje, jest jak najbardziej adekwatna do tego, co przez te wszystkie lata pokazywaliśmy. W naszej działalności idziemy świadomie drogą poszukiwań. Od 2000 roku, kiedy wygraliśmy konkurs na opracowanie terenów poprzemysłowych w dzielnicy Karolina w Ostrawie z prof. Witeczkiem, Heńkiem Zublem i Andrzejem Dudą, zakończone w 2003 roku masterplanem. Od tamtego czasu podejmujemy bardzo świadomy wybór projektów w kraju, ale i za granicą, gdzie mogliśmy zmierzyć się z tym, co nas najbardziej interesuje – z krajobrazem, stykiem lądy i wody, z przestrzenią publiczną.

Stąd start w konkursie na Centrum Nauki Kopernik?

Tak, to był jeden z nielicznych poważnych konkursów w Polsce o mocnym aspekcie pejzażowym, miał powstać budynek w ważnym kontekście i historycznymi i krajobrazowym. Wystartowaliśmy, bo chcieliśmy w realizacyjnym konkursie wykorzystać nasze przemyślenia i doświadczenia z poprzednich studialnych konkursów. Powiedzieliśmy sobie – mamy doświadczenie, mamy sprawdzone podejście, spróbujmy jak ono tutaj zadziała.

Wspominasz coś źle z pracy nad CNK?

Gdybym wiedział, że mogą być problemy konstrukcyjne z tunelem, z przekroczeniem budynku jego linii, z uzgadnianiem wszystkich formalności – pewnie inaczej bym się zabezpieczył w kontrakcie. Były terminy narzucone, był olbrzymia presja. Mieliśmy 5 miesięcy na projekt budowlany i 5 miesięcy na projekt wykonawczy, przy zachowaniu absolutnie wszystkich procedur i bez taryfy ulgowej. Nieoczekiwanie pojawiły się perypetie po drodze, rozmowy z Regionalnym Zarządem Gospodarki Wodnej wstrzymały projektowanie na 3 miesiące.

Skąd w Twojej architekturze takie silne krajobrazowe podejście? Nie jest to aspekt szczególnie mocno nauczany na polskich wydziałach architektury.

Myślę, że to raczej edukacja i spotkanie ze szkołą holenderską. To wpływ Andrzeja Dudy i Heńka Zubla, którzy byli moimi mistrzami na wydziale. Pamiętam czas jak studiowali w Berlage Institute, uczyli nas tej holenderskiej pragmatyki i funkcjonalizmu, a to było w czasach, gdy w Polsce królował postmodernizm. Z czasem na własne potrzeby zacząłem zauważać jak Holendrzy w swojej architekturze traktują elementy krajobrazu. Dużo mi dały pierwsze projekty Koolhaasa, z którymi miałem okazję zapoznać się, stanowiące trochę taki kolaż. Będąc w Berlage zapoznałem się z terminem artificial landscape – to było wówczas bardzo modne sformułowanie.

Cała Holandia jest sztucznym krajobrazem, poldery to przecież artificial landscape. Zaadaptowałeś takie myślenie do swoich potrzeb?

Od najwcześniejszych projektów, jeszcze studenckich, rzekłbym bardzo niemrawych, wykorzystywałem ogrody, krajobraz, jako ważną część składową budynków. Świadomie zacząłem traktować krajobraz po Europanie 7, kiedy zrobiliśmy projekt w Pradze i zostaliśmy docenieni. Zaproszono nas potem na wystawę do Narodowego Centrum Architektury w Rotterdamie w 2004 roku. Był to ważny moment dla pracowni, na wystawie Collage Europa byliśmy jako jedyna ekipa z Polski, młode biuro, które reprezentuje nowy nurt w urbanistyce mogący w przyszłości zmieniać miasta. Wtedy postanowiłem właśnie oprzeć motto pracowni na krajobrazie. Jeżeli jest szansa na obranie spójnej ścieżki projektowej, niekoniecznie formalnie, ale w odniesieniu do problemu, to warto tym pójść. Potem coraz śmielej wchodziliśmy w krajobraz poprzez kolejne projekty na zagraniczne konkursy. W Quebeku stworzyliśmy sztuczną topografię, gdzie nie ma potrzeby wznoszenia budynków, bo krajobraz przyjął całą funkcję. Albo jak w Finlandii w Turku, gdzie krajobraz jest determinantą, projekt nazwaliśmy zatopione miasto. Kontynuowaliśmy urbanistykę w przyziemiu, ale uznaliśmy, że nadrzędną rolą jest zielony krajobraz, który na to wszystko nałożyliśmy. I tak do dzisiaj traktujemy krajobraz – zawsze jest to integralny element każdego projektu w każdej skali, którego silnie pilnujemy. Krajobraz nie występuje u nas tylko jako element towarzyszący architekturze, ale jako sposób odpowiedzi na problemy w mieście. Nawet Romek Rutkowski swego czasu napisał do A10 o Koperniku, że RAr-2 w różny sposób wykorzystuje krajobraz, raz go cytując, raz wyrażając, raz przeobrażając. Nie ma jednej ścieżki, że wszystkie nasze struktury w budynku muszą być miękkie, organiczne, które naśladują krajobraz. Mogą byś twarde, ortogonalne – nawet Kopernik ma widoczne w sobie te różne podejścia, estetyki.

W polskiej architekturze jest albo twarda architektura i budynki, albo ogrody i architektura krajobrazu. Ty swobodnie poruszasz się w obu tych dziedzinach. Czujesz się trochę takim outsiderem?

Jan Kubec: RAr-2 było postrzegane w środowisku do momentu wygrania Kopernika, mówię to bez wyrzutu, jako bardzo sympatyczne biuro, prowadzone przez fajnych ludzi, którzy robią jakieś tam rysunki, mają nagrody za granicą, ale nie byliśmy traktowani serio. Nie mieściliśmy się w naszej polskiej definicji pracowni. Bo według niej biurem architektonicznym jest takie, które wznosi budynki. Dlatego było mi niezmiernie miło, kiedy na dwa tygodnie przed rozstrzygnięciem konkursu na CNK w Auli Politechniki Warszawskiej „Architektura-murator” zorganizowała konferencję o formach w architekturze. Zaproszono m.in. Marka Szcześniaka, Andrzeja Bulandę, Grzegorza Stiasnego. I ja w tym gronie zaprezentowałem kilka projektów z urbanistyki. Ci mocno ugruntowani w zawodzie koledzy powiedzieli mi, że dawno nie widzieli takiej urbanistyki, innej od tego, co mamy w Polsce. Takiej optymistycznej, idealistycznej. Oczywiście to były nasze projekty studialne. Może nawet łatwiej nam było robić projekty konkursowe za granicą, gdzie jest inna gradacja wartości oceny architektury w krajobrazie, niż u nas. Opinie kolegów a potem wygrana utwierdziła nas w obranym kierunku.

Na czym polega krajobrazowość w Koperniku?

Na wstępie projektowania uznaliśmy, że ostra krawędź miasta kończy się na ulicy Wybrzeże Kościuszkowskie, na fasadzie BUW. A Centrum Kopernik jest już takim elementem wyrzuconym z tego miasta, bardziej krajobrazowym. Od początku kształtowaliśmy go nie jako standardową architekturę, a naturalną enklawę, potraktowaną mniej sztywno, która ma być swobodna jak dzikie nabrzeża Wisły.  Największym wyzwaniem było jednak zmieszczenie tak olbrzymiej kubatury, 20 tys. metrów kw. na stosunkowo małej, 4,5-hektarowej działce, gdzie trzeba było jeszcze zmieścić Park Odkrywców. Jak wsadzić taką megaformę w delikatne środowisko – krajobrazowe i historyczne. Zastanawialiśmy się, jak do tego podejść, jeżeli jest Natura 2000, która ze względu na ptaki zabrania zrobienia transparentnego pawilonu, a takie rozwiązanie jest najprostsze, jeżeli chcesz wtopić się w otoczenie. Wiedzieliśmy też, że nie możemy zrobić zbyt prześwietlonego budynku, bo to nie sprzyja funkcji centrum nauki. Wtedy doświadczenia z przestrzenią publiczną podpowiedziały nam, by nie dyskutować z warunkami konkursu i kubaturą w kształcie litery L, tylko dorzuciliśmy ten głaz planetarium, jako etapowanie inwestycji. Postanowiliśmy natomiast zrobić z całego założenia przestrzeń publiczną. Bo jeżeli rozpatrywać Kopernika to na pewno nie w oderwaniu od otoczenia. Można przez niego przejść, pod nim, na nim, to była kluczowa sprawa przy projektowaniu. Wynik elewacji był mniej ważny. Dla wielu architektów elewacja jest jakimś wyznacznikiem, to takie fasadowe, XIX-wieczne myślenie.

Kopernika nie da się zdefiniować jednym ujęciem.  To bardzo wielowątkowy budynek. Czy jednak nie zabrakło Wam konsekwencji projektowej?

To nie jest utrata kontroli nad projektem. Z jednej strony powstał budynek skrojony idealnie dla inwestora, użytkowy, który sprostał swojej funkcji – teraz to widać wyraźnie, a z drugiej strony przemyciliśmy swoje – krajobraz. Na pewno nie w tylu procentach i nie jest to tak oczywiste jak w naszych projektach konkursowych, ale robiąc taki projekt jak wcześniejsze studialne koncepcje, to byśmy nie wygrali konkursu. Nie uważam, że powstał budynek będący jakimś daleko idącym kompromisem. Robert Firmhofer, dyrektor CNK,  jako członek jury napisał do katalogu pokonkursowego, że nasz projekt zainspirował ekipę centrum do dalszych działań nad budową struktury całej instytucji. To chyba najlepszy komplement, jaki mogliśmy otrzymać. W Koperniku elementy krajobrazu, podejścia do urbanistycznego projektowania i kubatury były w równowadze z rozwiązaniami funkcjonalnymi. Zresztą ta szczególna funkcja, jaką jest centrum nauki, ona usprawiedliwia różnorodne działania formalne. Na dziś – nic bym w Koperniku nie zmienił, a raczej z tych kilku wpadek wyciągam wnioski do kolejnych projektów.

Do Centrum Nauki Kopernik ludzie walą drzwiami i oknami. Myślisz, że to Twoja zasługa, czy funkcji, jakiej w Polsce dotychczas nie było.

Jan Kubec: Nie łudzę się, że to tylko moja zasługa. Od początku naszą rolą było zbudowanie bezpiecznej ramy dla centrum nauki. To nam przyświecało, a nie tworzenie na siły ikony. Słyszę od zagranicznych gości, którzy znają przepiękne Centrum Nauki w Walencji projektu Calatravy, że tam jest kompletnie nie do życia, natomiast u nas w Warszawie czują się dobrze. W Walencji posadzki są z marmuru, jest za dużo okien i nie ma jak, przepraszam za trywialność, wwiercić eksponatów do podłogi. W kategorii czystej sztuki – powstał świetny budynek, ikona, ale w kategorii użytkowej – on się nie nadaje. Nie lubię jak architekturę ocenia się w oderwaniu od życia, od tego jak ona działa. Mam wielką satysfakcję, że CNK żyje. Tutaj pracownicy mogą wszędzie wiercić, czują się swobodnie, zarazem ci którzy zwiedzają też zachowują się jakby byli w parku albo we własnym domu. Ten budynek nie jest wyniosłym pałacem sztuki. Rozmawiamy w momencie, kiedy nie działa jeszcze galeria plenerowa, ludzie nie weszli też na dach, a chciałbym zobaczyć obiekt w pełnym wykorzystaniu. Jak ludzie wejdą na dach to tam na pewno dostrzegą architekturę.

Mówisz, że CNK to nie jest śląska szkoła, ale nie odżegnujesz się od wpływów, jaka ona wywarła na Twoje projektowanie?

Podchodzą do mnie architekci warszawscy i mówią, co mi miło słyszeć, dlatego to cytuję, że „cieszą się, że coś takiego powstało w Warszawie, bo powiało świeżością”. Czy to jest dobre, czy to jest złe, jest trochę inne od estetyki publicznych budynków w stolicy. One są zazwyczaj bardzo kulturalne, z piaskowca, wręcz współcześnie klasyczne. A Kopernik jest szorstki, nawet drastyczny momentami.

I może tutaj, w tej surowości są widoczne wpływy szkoły śląskiej?

Jeżeli w tym projekcie jest odwaga, brak wartościowania estetycznego – to na pewno to jest coś, co wyniosłem z Gliwic. To jest rzecz, której jestem absolutnie pewny, ale ona się nie kończy na szkole śląskiej, to jest cała architektura holenderska, skandynawska. Kiedy użytkowanie jest ważniejsze od zabawy formą. Powiem za Koolhaasem, że moje budynki mają koncept, nie mają detalu, jak odpowiada tym, którzy mu zarzucają, że coś tam nie dociągnął, krzywo zrobił. Wiem, że są obiekty o wiele bardziej wysublimowanym detalu niż Kopernik. Co nie znaczy, że je sobie odpuściłem, ale traktowałem je inaczej. W CNK ludzie widzą w hali ogromnej skali stalowe konstrukcje, otwieramy przed widzem posadzkę przemysłową, która jest spękana, która się wyciera. Instalacje biegną na widoku, w każdej chwili można coś dodać, coś wymienić. To musiała być inna estetyka, nie taka jak w typowym, sterylnym budynku użyteczności publicznej. Świadomie z niej zrezygnowaliśmy, bo ona tutaj, w tym kontekście, nie pasowałaby. I stąd ten, jak to nazwał Grzegorz Stiasny romantyczny industrial.

Podejście krajobrazowe w architekturze, cytując Ciebie – rodzaj kamuflażu, jaki ma nałożony na siebie Kopernik, by budynek się rozpływał i zniknął – to jakaś ważna tendencja w architekturze? Rodzaj opozycji do ikon, które wręcz przeciwnie – mają krzyczeć i zaznaczać swoją obecność.

Jeżeli pytasz czy to jest nowa ścieżka, to sadzę, że jedna z, nie wiem, dziewiętnastu opcji. Robię zawsze takie zastrzeżenie, że nasze projekty, także te studialne, dotykają specyficznych miejsc w mieście, tych miejskich pustek i chyba nie mogą być traktowane jako recepta na wszystko. Natomiast faktycznie są tendencje w światowej architekturze, na przykład w holenderskiej, gdzie dostrzegane są mechanizmy występujące w naturze i potem podnoszone są próby, by przenieść je do projektowania, poprzez metafory do relacji urbanistycznych, architektonicznych. To też odpowiedź na kryzys starych narzędzi, które nie działają w nowych warunkach. To pozwala zachowywać się w nowatorski sposób, także atrakcyjny dla inwestorów, polityków i co ważne, często z korzyścią dla samego środowiska. Jeżeli dziś spalarnie śmieci projektuje się jako magiczną górę ze stokiem narciarskim, jak zrobili to architekci z BIG, to nagle ta niegdyś uciążliwa funkcja nie musi być lokowana poza miastem, może stanąć w jego obrębie. To wpisuje się w modne tendencje zrównoważonego rozwoju, poszukiwań ekologicznych rozwiązań.

Przypinana jest Wam łatka śląskich projektantów. Powołujesz się na sztuczny krajobraz, na Śląsku go nie brakuje choćby w formie hałd. Czy pochodzenie ma duży wpływ na to co robisz?

Jan Kubec: Myślę, że nie. Choć owszem zalicza się nas do grupy śląskiej szkoły architektury, obok takich prężnych pracowni jak Konior Studio, medusa group, KWK Promes czy Archistudio. Łączy nas czas wspólnych studiów, wszyscy jesteśmy z podobnych roczników i kończyliśmy gliwicki wydział architektury na początku lat 90.  To moment, kiedy wszystko się wywracało do góry nogami, upadały państwowe biura. Myśmy wiedzieli, że albo będziemy rwać jak młode wilki, albo będziemy sprzedawać telewizory. To jest ten sam czas, kiedy Andrzej i Heniek są w Holandii, studiują kilka semestrów, dzięki nim też tam jestem (Jan Kubec był w Master Class w Berlage Institute w Amsterdamie pod opieką Alvaro Siza – przypis red.). Wtedy na Śląsku nikt z nas nie miał żadnych realizacji. W Warszawie było inaczej, tam zaczął się boom inwestycyjny, ludzie zaraz po uczelni  trafiali do pracowni, gdzie trzeba było w 2 tygodnie przygotować koncepcje dla dużych projektów. My na Śląsku nie mieliśmy co budować, skupiliśmy się na teorii. Każdy z nas coś wziął w różnym stopniu z tej pragmatyki holenderskiej, bardziej Tomasz Studniarek czy Robert Konieczny w ten konceptualnej, diagramowej wersji. No i medusa, choć u niej jest zarazem wyraźny Śląsk, jak i duży Paryż. Zauważ, że te wszystkie nasiąknięcia młodości mają dalej na nas ogromny wpływ. Myślę, że na mnie bardziej wpłynęła przygoda z Holandią niż ten stereotypowy zadymiony pejzaż Śląska.

Czyli u podłoża RAr-2 Laboratorium Architektury jest raczej intelektualny ferment Śląska a nie familoki?

Dokładnie tak. Ten brak zleceń w latach 90. wpłynął na unikatową możliwość większego skupienia się na teorii, trochę wydłużenia studiów. Dlatego zauważ szybki rozwój pracowni w Warszawie czy Wrocławiu, na Śląsku jest on dopiero teraz osiągany, rozbudowa pracowni Tomka Koniora czy Łukasika i Zagały – to są ostatnie lata ich sukcesów komercyjnych. One teraz się powiększają do 20 osób. To są rzeczy powiązane, a nie tylko świadomy wybór. Ale mam w sobie śląskie cechy – to chęć bycia dobrym w tym, co się robi, zaangażowanie, pracowitość, determinacja.

Czasami architekci czekają całe życie, by zrealizować tak duży i prestiżowy obiekt. Tobie się to udało na początku drogi zawodowej. Czy to teraz nie utrudnia Ci pracy. Nie czujesz ciśnienia i presji oczekiwania, co teraz Kubec pokaże światu?

Nie, nie tyle ciśnienie. Zawsze miałem kontrolę samą w sobie. Czasami rezygnowałem z jakiegoś zlecenia, choć były to realne pieniądze potrzebne dla działalności biura, ale gdy nie było porozumienia z inwestorem, nie brnęliśmy w temat na siłę. Natomiast teraz pochodzę to tego z większą pokorą, każdy temat traktujemy z jednakową uwagą. Kopernik daje nam referencje, zaufanie, że jesteśmy pracownią, która szuka nietypowych rozwiązań, eksperymentuje, ale nie w oderwaniu od rzeczywistości, bo przecież mamy obiekt, który zbudowaliśmy w terminie.

Masz jeszcze jakieś marzenia zawodowe?

Marzę o projekcie w przestrzeni publicznej, który jako Kopernik spotka się z takim dobrym społecznym  odbiorem, który chwyci i zadziała. Mam też szersze marzenia, chciałbym by polska architektura zaczęła doganiać świat. Na 40 milionowy kraj musimy coś w różnych dziedzinach znaczyć, także w architekturze. Nie lubię gadania, że na Zachodzie coś można, a u nas się nie da. Swoim studentom powtarzam – bez prowincji w głowie! Od tego musimy zacząć zmianę jakościową, od naszej mentalności. Jak patrzę na te młode, utalentowane pracownie, to wiesz, czego mi brakuje? Szukam ciągle pracowni, która mnie zafascynuje intelektualnie. Bo ani skala, ani forma, ani fajerwerki materiałowe czy techniczne już mnie nie zaskoczą. Ale intelektualne podejście, jakaś głębia myślowa – tylko w tej sferze można dokonać jeszcze czegoś odkrywczego w architekturze.

Rozmawiał: Tomasz Malkowski

 

Więcej o Centrum Nauki Kopernik znajdziesz w grudniowym numerze miesięcznika Architektura-murator

przeczytaj rowniez
Zdjęcia: Marcin Czechowicz
Data publikacji: 7.12.2011 12:50
do góry
uaktualnij licznik
Archikrator
Katarzyna Jendrośka-Goik i Małgorzata Orzechowska
Wywiad z:
... na temat:
Superjednostka, jak największy blok w Katowicach zainspirował artystki

Rozmowa z Katarzyną Jendrośki-Goik i Małgorzatą Orzechowską na temat Superjednostki – największego bloku mieszkalnego w centrum Katowic. Artystki ...

  • skomentuj
  • więcej
Wywiad z:

... na temat:
Małe jest piękne, czyli jak urządzić kuchnię dla singla

Standardowe mieszkanie singla to najczęściej kawalerka lub dwa, niewielkie pokoje. Aranżacja tak małego metrażu, zwłaszcza przestrzeni do gotowania ...

  • skomentuj
  • więcej
Toyo Ito
Wywiad z:
... na temat:
Cielesność architektury - rozmowa z Toyo Ito

Chciałbym projektować rzeczy, których nie da się ująć słowami, które trudno tak po prostu opisać. O swojej filozofii ...

  • skomentuj
  • więcej
Miesięcznik architektura
W numerze 04/2017:
  • Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku
  • Aparthotel Lwowska 1 w Krakowie
  • Węzeł przesiadkowy w Solcu Kujawskim
  • Apartamenty LEA 251 w Krakowie
  • więcej
Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.