archirama.pl

Kościół we wsi Tarnów

Kościół w Tarnowie jest niezwykle prosty. Stąd i jego opis nie jest na wskroś techniczny, ale i my tacy nie jesteśmy – mówi jego projektant Lech Rowiński z grupy BETON. Ważny był tu aspekt: jak daleko można się posunąć w technologiczno-materiałowym uproszczeniu, zachowując jednocześnie możliwie wysoką jakość architektury?

Kościuł we wsi Tarnów

Kościuł w trakcie budowy

Fot: Joanna Pogórska

Dwie godziny temu, z peronu dworca PKS Stadion, śledziliśmy powolny, ale nieco już nerwowy ruch dźwigów na budowie Stadionu Narodowego. Teraz wysiadamy na przystanku w niewielkiej wsi Tarnów, która – trochę dziwnie – przylepiła się tylko do jednej strony drogi nr 801. Po przeciwnej ciemnieje las. Piaskowy, sosnowy. Idziemy kawałek wzdłuż szosy i skręcamy w stronę Wisły. Mijamy dom pani Jadwigi – sołtysowej, letni domek lekarza z Warszawy i po paru krokach stajemy na krawędzi wysokiej skarpy.
Pierwsza dogania nas cisza. Potem Wisła. Sunie gładko, wielkie lustro, między łachami białego piasku. Wcale nie lekko, raczej jak błyszcząca, blada smoła. Ale jest w niej coś żywego, jakaś siła. Znika niechętnie na horyzoncie, zlewa się z bladym niebem. Wszystko jest tu tak dalekie, rozciągnięte w czasie i w przestrzeni, że wydaje się właśnie blade, niewyraźne. Ale ta niewyraźność, ta bladość ma setki delikatnych odcieni, których nie widać od razu. Trzeba tu trochę pobyć, popatrzeć, posłuchać. Wypluwamy więc smak pekaesowej benzyny, wyłączamy telefony, pociągamy łyk czegoś i kładziemy się na trawie. Robimy to latem, bo zimą po wódce łatwo się zamarza.Zamykamy oczy i na początku wydaje się, że jest cicho. Ach jak cicho! Ale to złudzenie miastowego. Po pewnym czasie słyszymy już sosny, słyszymy wiatr, jakieś głosy z drugiego brzegu Wisły. Kury. Daleki, daleki warkot traktora. Słyszymy Wisłę. I czujemy pod sobą jej podziemną, erotyczną siłę. Jakieś szepty. Kukułka. Na szczęście jest jeszcze niebo. Ono uwalnia nas z mięsistego uścisku ziemi.

– Panie inżynierze! My tego nie zrobimy. Po co to w ogóle tak? Można po prostu. Tu jedna belka, tu druga na skos i trzecia. I już.
– Panie majster, tyle żeśmy nad tym siedzieli, a pan nam tu tak po prostu mówi, że się nie da.
– Może się i da. Ale my tego nie zrobimy. Za dużo kombinowania. Za dużo materiału wyjdzie.
– To ja muszę z panem Redaktorem pogadać.
Żelbetowa płyta już wylana. Dyskutujemy teraz o konstrukcji nośnej kościoła. Przywieźliśmy z Warszawy ładnie wydrukowane rysunki konstrukcji z belek sosnowych. Konstrukcja nie jest taka oczywista, jedno przęsło ma być wykonane z kilkunastu delikatnych elementów – tak, żeby uzyskać wrażenie lekkości i jednocześnie pewnej komplikacji, która stanie się jedyną „ozdobą” wnętrza.
Pan Redaktor – tak nazywany przez wszystkich w Tarno-wie – jest pomysłodawcą całego przedsięwzięcia i inwestorem. Mieszka na skraju wsi, nad samą Wisłą. To on wymyślił, żeby na wiślanym cyplu, na wysokiej skarpie postawić niewielki drewniany kościółek. Tarnów stracił swój kościół na początku XIX wieku, kiedy Wisła zmieniła bieg i zagarnęła część wsi. Parafia została przeniesiona do leżącej nieopodal Samogoszczy. Pan Redaktor postanowił przywrócić wsi miejsce, w którym można by się pomodlić, wysłuchać mszy, spotkać się z sąsiadami, a może po prostu posiedzieć i pomyśleć w spokoju.

Kupił niewielki, trójkątny cypel, zamówił u nas projekt i nie bez trudu przekonał władze kościelne, żeby zezwoliły na taką inwestycję. Na etapie projektu wspólnie doszliśmy do wniosku, że najważniejsze jest stworzenie miejsca przyjaznego mieszkańcom Tarnowa. Budynku, który mogliby zwyczajnie polubić. Budynku, który polubiłoby też jego otoczenie. Rzeka. Las. Ptaki. Postanowiliśmy więc od razu zredukować nasze wybujałe architektoniczne ego, ujarzmić je i odłożyć na później chore sny o potędze. Zaprojektowaliśmy budynek niezwykle prosty: wydłużony prostokąt o strzelistym dwuspadowym dachu. Drewniana konstrukcja ścian i dachu jest złożona z kilkunastu identycznych przęseł, które we wnętrzu kościoła widać w całości. Decydują o jego charakterze, podkreślając strzelistość, kierując myśli ku trójkątom. Ściany boczne i dach pokryte są w całości powłoką z wióru osikowego, na pierwszy rzut oka przypominającą gont. Powłoka spływa z dachu na ściany w niemal niezauważalny sposób. Ludziom przypomina to rybę, łódź, arkę Noego. My mieliśmy w głowie raczej tę wiślaną bladość, ten ciągły przepływ, znikanie. Najważniejsza dla nas była organiczna, pozasymboliczna spójność.

Północna ściana szczytowa też jest pozbawiona okien, w całości pokryta szalówką sosnową. Deski mają różną szerokość, tworzą na powierzchni ściany nieregularny wzór. Tu jest umieszczone wejście do kościoła – proste, dwuskrzydłowe drzwi wykonane w identycznej technologii co reszta ściany. Konstrukcja z belek i szalówka. Przeciwległa, południowa ściana szczytowa ma specjalne znaczenie. Jest jedynym przeszkleniem w całym budynku. Stanowi równocześnie tło dla ołtarza. Po wejściu do kościoła jest się więc otoczonym drewnem z trzech stron, a na wprost widzi się daleki, wiślany horyzont, niebo, drzewa rosnące na brzegu. Zapach żywicy, miękka cisza, gra kontrastów. Ciemne – jasne, bliskie – dalekie. Wyostrzenie granic ma służyć skupieniu, ma pomóc w znalezieniu własnego centrum. To trochę tak, jakby się wlazło do środka wielkiej lunety. Wycelowanej w bardzo konkretnym kierunku...
Dla pana Redaktora bardzo ważne było włączenie miejscowych w budowę. Dlatego po krótkiej dyskusji za chałupą (żeby majster nie słyszał) postanowiliśmy uprościć konstrukcję w taki sposób, by wilk był syty i owca cała. Schowaliśmy ładne ploterowe rysunki do teczki i za pomocą linijki i ołówka przygotowaliśmy rysunki wykonawcze. Przęsła z belek sosnowych zostały „spłaszczone” w przekroju poprzecznym do jednej płaszczyzny. To znaczy wszystkie belki uzyskały identyczny przekrój i spotkały się ze sobą czołowo. Zrezygnowaliśmy z męczenia ekipy skomplikowanymi zestawieniami belek na zasadzie wpuszczania jednej pomiędzy dwie, a nawet dwóch między trzy. Uproszczona konstrukcja powstała w ciągu kilku dni. Ta sama ekipa pokryła całą konstrukcję sosnową szalówką, tworząc drewnianą „skorupę” wnętrza. Po położeniu warstwy ocieplenia i izolacji, przygotowano łaty i kontrłaty pod powłokę z wióru osikowego.

W tym momencie wkroczyli obcy. Z dalekich Sejn, z litewskiego pogranicza. Pan Redaktor musiał bowiem zatrudnić ekipę, która była w stanie fachowo położyć wiór. Blacha, dachówka i inne tradycyjne pokrycia zostały odrzucone bez zastanowienia. Chcieliśmy uniknąć łatwych porównań i działania w znanych kontekstach. Zastanawialiśmy się jeszcze nad powłoką dachowo-ścienną z impregnowanych desek, żeby móc całą budowę przeprowadzić lokalnymi siłami. Ale przeważył argument bardzo konkretny – trwałość i odporność na żywioły, które wiślanego cypla nie oszczędzają. Powłoka z wióru osikowego jest nie tylko piękna, ale bardzo trwała. Nie zatrzymuje wilgoci, bardzo szybko schnie po deszczu, świetnie chroni przed wiatrem. Poza tym mieni się tysiącem odcieni srebra, inaczej wygląda o świcie, zupełnie inaczej przed zachodem słońca. Dzięki niej kościół oddycha, zyskuje dziwną optyczną dynamikę. Kilka osób ze wsi twierdzi, że na powierzchni dachu coś się czasem pojawia. Przez chwilę widać jakby twarz, oblicze pełne dobroci.
Technologicznie kościół w Tarnowie jest niezwykle prosty. Konstrukcja z belek sosnowych o identycznych przekrojach pokryta warstwą sosnowej szalówki i jednorodną powłoką z wióru osikowego. To wszystko umieszczone na prostokątnej płycie żelbetowej. Całość wykonana przez ekipy o nie najwyższych kwalifikacjach. Budżet inwestycji był bardzo ograniczony, wiele osób angażowało się w projekt z wewnętrznej potrzeby przyczynienia się do powstawania świątyni. Zadawaliśmy sobie czasem pytanie – chwilami nie bez pewnej frustracji – o miejsce architekta w całym procesie. Ciągła redukcja, ciągłe „przycinanie” pola walki na miarę bardzo ograniczonych możliwości inwestora i prospołecznych założeń doprowadziły nas do krawędzi. I za to jesteśmy wdzięczni panu Redaktorowi, a może i losowi. Okazało się, że właśnie w takich niebezpiecznych rejonach, na pograniczach, można dotrzeć do sedna sprawy. Zachowując pełną czujność, można stworzyć parę metrów kwadratowych architektury.

Lech Rowiński (absolwent Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, 2001) wraz z Martą Rowińską (absolwentką Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, 2001 i Kolegium Mody łódzkiej ASP, 2006) od 2007 roku współtworzy pracownię BETON. Zajmują się architekturą, dizajnem, grafiką użytkową, typografią, animacją, projektowaniem scenografii teatralnej, ubrań, stron internetowych oraz realizacją opraw muzycznych do filmów pełnometrażowych

Źródło: "Architektura-murator" 02/2010
Autor: Lech Rowiński
Zdjęcia: dzięki uprzejmości pracowni BETON, Joanna Pogórska
Data publikacji: 22.06.2011 11:43

Dział Architektura wprowadzi Cię w wyjątkowy świat budynków oraz rozwiązań architektonicznych. Architektura w Polsce i na świecie. Dowiesz się, jakie inwestycje architektoniczne planowane są w rodzimych miastach. Dział Architektura przybliży Ci obrazy poszczególnych miast kraju oraz świata. To tu znajdują się aktualności związane z lokalizacją obiektów sportowych oraz ich konstrukcją. Specjaliści z działu Architektura zwrócą uwagę na niecodzienne budowle, bryły architektoniczne oraz funkcjonalne rozwiązania. Możesz znaleźć tu również ekskluzywne budowle: architektura, która na pewno zwróci Twoją uwagę. W dziale Architektura znajdziesz znajdziesz informacje na temat architektów, biur projektowych, najnowszych realizacji, a także ajniki aranżacji ogrodu, aby przykuwał uwagę przybywających gości. Możesz liczyć także na przegląd zabytków, które być może wskażą Ci kierunek wakacyjnych eskapad. Zajrzyj do działu Architektura, a na pewno nie pożałujesz!